niedziela, 29 maja 2011

wrosłeś we mnie i ranisz
od środka
choć nie ma cię tu od wieczności
róża z kolców
boleśnie piękna odciska w ciele
pusty kształt
- b r a k
zbudowałam ci ołtarz
boże okrutny i zły
związałeś odszedłeś pociąłeś
brudnymi ostrzami
gorycz tęsknoty - śmiercionośna bakteria
nie pozwala zasklepić się ranom

wtorek, 14 grudnia 2010

coś we mnie płonie
i krzyczy
coś się rozrywa
żywe i wpół

wyrok śmierci
węszy cię
jak głodny pies
zakleństwa dzieciństwa
tłuką się jak deszcz o szybę

i trwa trwa i trwa
czarny worek na głowie
szeleści cicho hamuje ból
złów moją duszę
i roz-duś klaśnięciem
jak papierową torebkę po cukrze

piątek, 19 listopada 2010

połykam nadzieje na szczęście
w kolorowych skórkach.
okrągłe i podłużne
przechodzą przez gardło,
pozostawiając po sobie
gorzki smak.

piątek, 12 listopada 2010

ja bardzo bardzo proszę
o aborcję
uczuć myśli mnie
wszedł
do samego wnętrza
środka środków
"wstęp wzbroniony"
zostałam z
naruszoną przestrzenią
pamięcią
brakiem
słowa nie przychodzą
plączą się jedne o drugie
rwą i ciążą
wyściel mnie
od środka
skórą grubą i mocną
tak żebym nie kaleczyła się
myślami
krzyczę,
ale nie słyszysz.
patrzysz, słuchasz, nie słyszysz.
nie widzisz.
nie ma tego, co wieczne.
nie ma, co czyste.
układ liniowy nie działa.
wszystko w poprzek,
nie tak, jednocześnie.
najgorzej,
kiedy nie daje wytchnienia.
wylewasz
i ciągle pełne,
pełne nie tym a tamtym,
nieskończone,
a nie to.
co miało być,
miało, nie miało.
pobawmy się w wyliczanki.
ene due rabe,
odetnij mi głowę..
a gdyby tak
opiłować ból
żeby nie był taki
kańciasty
a gdyby tak
go ogrzać
i zmiękczyć
a gdyby tak

rozrywa mnie wpół
i wykręca w środku
miele
gniecie
trwa
jak nić włos
stamtąd tam
tak cieńki że niewidoczny
tak mocny
nie mogę znaleźć dna
rozgarniam i ciągle jest niżej
ciepła miękkość ziemi
oddech zamknięty w foliowej przestrzeni
jak to się robi?
ucina nieskończone?

piątek, 22 października 2010

widziałam dziś wodę
zimną bezdenną
dławiącą kuszącą
obmyłaby moje myśli i ciało
sparaliżowała strach i tęsknotę

czwartek, 21 października 2010

czemu mnie woła
syreni śpiew dziecięcy płacz okrzyk miłości
czemu wyciąga ręce i znika za rogiem
biało przed oczami
potykam się
zdarte dłonie i kolana
gardło zmienia się w palącą ranę
gdzie jesteś
mgła
wiem że to znasz
żywe rozrywane wpół
idzie opornie bo nie ma szwów ani zgięć
i znowu lgnie
jedno do drugiego
a ty rwiesz rwiesz
z krótką przerwą na oddech
twój czy mój
nawet nie wiem
taka zabawa w zabijanie żywcem
(jakby dało się inaczej)
odkręciłam wentyl bezpieczeństwa
powietrze jak zaklęte
omija tę drogę
puchnę i truję się sobą
truję się życiem
napięta skóra robi się cienka
słyszę jak trzeszczy zamieram
pamiętasz jak dmucha sie balony?
czekam końca nie nadchodzi
czekam ciebie
pustka
ból w filmach jak lody przez szybę
mówiłam że wiem i chcę
żyć prawdziwie
krzyk bo ręka w ogniu płonie
choć moja
smród palonej skóry
zdziwienie we łzach
miało być jak tam
ujęcia dalej czułość i śmiech
rozrywa mnie od wewnątrz
jak ptak co odfruwając
zabiera wszystkie kolory wychodzisz
odchodzisz idziesz
zostawiasz za sobą brak
krzyk milcząc supła się w brzuchu
w ból
kiedy mnie rozdziera
plącze się ból nitek
i zimny wiatr oblewa dreszczem
prosto z pustki

wtorek, 19 października 2010

śniło mi się samo zło
łapiące za palce
dwie noce wcześniej
po latach nieudanych prób wsiadłam
do właściwego autobusu
zdążyłam
o włos a teraz
samo zło

poniedziałek, 18 października 2010

wrosło w ciało
od środka
a teraz trzeba odciąć żywe
od żywego tam
gdzie nie ma granic
wyciągnąć wyrzucić
jak martwe choć żywe
nie zniszczyć ciała
co na samą myśl
kurczy się w bólu
uczucia jak mleko
chwilę przed
przesunąć wskazówkę
na zaraz-po-śmierci
albo na
całkiem-gdzie-indziej

wtorek, 12 października 2010

próbuję zwabić obojętność
podstępem
a potem przemocą
niech wejdzie
zamieszka
wypełni
druga strona szczęścia
wiesz, o(d)padły mi ręce.
jak zawsze co jakiś czas.
luzują się śrubki i myśli
i bardzo chcę biec,
a nie ma dokąd.

myślę nie myślę,
głos znika tuż za progiem ust.

sobota, 28 sierpnia 2010

a teraz wydaje mi się że wiem
że słyszę prawdę której nie nawidzę
i jakbym nie zaciskała powiek
dochodzą mnie dźwięki
fałszywe
bolesne.
nadziei jak żyletki
się chwytam i krwawię.
krew na butach niedzielnych
i na obrusie.
nadzieję jak żyletkę
zaciskam w dłoni.
i nie wiem
czemu teraz nie może być wtedy
a wtedy teraz
i nie wiem
czemu nie mogę być
niesobą
osobą
niesobą
...
czasem rozdzielam się na dwa
boli
bo wtedy widzę
obraz nędzy i rozpaczy
kto tak nieudolnie cię poskładał
maleńka?
czemu tego masz za dużo
a tamtego wcale?
samotność boli jak odcięta ręka
jak uwięzła w gardle pestka

sobota, 24 lipca 2010

kładę się na stole i proszę
byś mnie rozciął naprawił i zszył.
aborcja myśli byłaby zbawieniem.
--

ich lege mich auf den tisch und bitte
dass du mich aufschneidest reparierst und vernaehst.
eine abtreibung der gedanken waere ein seelenheil.

wtorek, 13 lipca 2010

w obroży strachu budzę się i zasypiam
wątpliwości jak piach pod powiekami
sucho mi w ustach i pocę się
bardziej niż zwykle

prażące słońce oślepia
zmęczenie przeplata niepewność
czas który nagli
choć nie ma początku ani końca

wtorek, 22 czerwca 2010

czasem ktoś odwraca mnie
na drugą stronę.
prawa do środka
lewa na wierzch.
i chodzę tak
wnętrzem na zewnątrz.
kurzy się i rani
wyciera i krwawi.
a potem
znowu
wszystko
mam w środku.